• Wpisów:231
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:54
  • Licznik odwiedzin:7 264 / 2148 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
brainvslalalove
 
karmeeel
 
Heej, też jestem z Trójmiasta Możemy się skontaktować na fejsie czy coś?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
6 czerwca.

Wyjdę stąd z podniesioną głową.
Wyjdę stąd sama.
I będzie mi samej świetnie.
Bo nikogo nie potrzebuję.
Wstaję.
Robię krok.
Tylko jeden krok.
A potem świat dookoła zamienia się w karuzelę i zapada ciemność.
Tak, zemdlałam. Znów jestem w szpitalu. Mój organizm nie daje sobie rady. Nie potrafi walczyć. Tak samo ja... nie daję sobie rady z przejściem do łazienki. Źle mi tu. Źle mi w tym mieście. Chce tlenu. Dużo nowego czystego tlenu. Wszystko tu jest używane. Jestem w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Dość mam udawania wszystkich. Nie jesteśmy szczęśliwi, chyba tylko przez moment byliśmy i wątpię czy jeszcze tak szczęśliwi jak wtedy będziemy. Żyjmy z dnia na dzień, powoli niszcząc sobie wszystko. Tak po prostu. Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. A jednak. Tak jest.Słyszę lekarzy za drzwiami: ''Ona nosi w sobie bardzo widoczny strach.Nerwice, depresje, nałogi świadczą o tym, że czuje podskórnie, że przez lata gromadzi w sobie kwas, który teraz zaczyna się ulewać.'' Nie zrozumiałam. Nie wiedziałam o czym mówią. ''Uważała, że przyjemniej jest milczeć niż mówić, wtedy zwłaszcza, gdy oni oczekiwali, że powinna przemówić. Tak, ona lubi być trochę smutna, ukrywać swe marzenia i myśli, tak, aby uwierzyli że jednak nie mogą stać się jej bliscy.'' Nic kompletnie nie rozumiałam. Wtedy odszedł ten 'mój' od tego drugiego i szedł w moją stronę. Stanął. ''Najładniej uśmiechają się ci, którzy najbardziej cierpią.'' I poszedł dalej. Wtedy przypomniałam sobie, gdy po słowach ''Tak'' z uśmiechem na twarzy, lekarz rzucił ''Bardzo ładny uśmiech, Lily.''
 

 
4 czerwca.

Bardzo chciałam, żeby dzisiaj mnie nic nie bolało. Aby zlikwidować ten psychiczny ból, musiałabym przestać myśleć i przestać wsłuchiwać się w siebie. A sami wiecie, że to jest niemożliwe. Nie można tak. Ile bym dała, by umrzeć. Przestać bawi się w przedstawienie, w którym siedzę jako awaryjna. Po prostu nie chcę. Nie chcę być tu, teraz z tymi wszystkimi ludźmi. Czy właśnie to uważacie za obłęd? Boicie się zwariować? Na widok pojeba przechodzi wam po plecach przyjemny dreszczyk podniecenia?
Pisałam list. Tak, do Dominika.
''Nie widziałam Cię już od dwóch lat.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza.
Na zawsze Twoja,
Lily.''
A co z Jonatanem? Uznali, że jest nienormalny. Bo co? Bo jest inny?Bo inaczej się zachowuje? Bo inaczej radzi sobie z problemami? Tak. Dla nich to podstawa. Oni go nie rozumieją. Nie rozumieją go i jego problemów. Nigdy nie przeżyli tego co on. Ja przeżyłam. I nigdy nie chcę do tego wrócić. Wstyd mi za to, że to zrobiłam. Że nie dałam sobie pomóc. Co ja gadam... mama wtedy nie wiedziała że się cięłam. Raz drugi... zamieniło się to w uzależnienie. Nóż, żyletka, szkło... cokolwiek, byle tylko wywołać ból. Wtedy tak radziłam sobie z problemami.
 

 
Znaliśmy się od dziecka, jednak nigdy jej nie lubiłem. Zawsze wydawała mi się jedną z tych pustych dziewczyn, co lecą na kasę. Jednak tylko tak wyglądała. Tak na prawdę była piękną i utalentowaną artystycznie dziewczyną. Zrobiłem źle. Skreśliłem ją na samym początku, tak na prawdę za nic. Dziwne? Tak. Głupio zrobiłem, ale czasu nie cofnę,prawda? Zazwyczaj nie pamiętam ludzi po roku nieobecności. Jednak jej nie widziałem od przedszkola. Mam teraz 17 lat. Poznałem ją po 11 latach nieobecności. Od razu wiedziałem, że to ona. Że to ta cicha Alexis Joel, z którą zawsze musiałem siedzieć przy lunch'u, choć tego nienawidziłem. Strasznie się zmieniła. Nie nosiła już okularów, miała długie włosy blond, a nie jak wtedy brąz. Inny człowiek. Serio. Podeszła do mnie, choć wcale mnie nie poznała.
-Hej, jestem nowa. Nazywam się Alexis. Alexis Joel.
-Cześć, jestem Alan Sritter.
-Jeju! Przecież ja z Tobą do przedszkola chodziłam! Ile czasu od wtedy minęło...
Wtedy rozmawialiśmy cały czas. O tych jedenastu latach. Połączyła nas więź, z czasem większa niż przyjaźń.
Potem mieliśmy 22 lata. Postanowiłem się jej oświadczyć. Zgodziła się. Teraz mamy 24. Mamy dwójkę wspaniałych dzieci: Ryana i Dakotę.

No krótko c: ♥
 

 

Nie mogę się zmienić.
Nawet gdybym spróbowała,
Nawet gdybym chciała.
 

 

CZUJĘ SIĘ SAMOTNA.
Usiadłam chwilę na spokojnie. Popatrzyłam w lustro i zastanawiałam się, jak wygląda moje życie. Czy dobrze zrobiłam, że wybrałam je takie, a nie inne. Że postąpiłam tak czy inaczej... to i tak nie ma sensu. Czasu nie cofnę. Jednak wspomnienia wracają na każdym kroku. Te najboleśniejsze najczęściej.
Za każdym razem gdy znów chce przebić skórę kłócę się ze sobą samą.
Nie, ja chcę.
Nie, ja nie chcę.
Nie chcę, chcę, nie chcę.

PRAGNIENIA.
Jest tylko jedno. Wykrwawić się na śmierć. Czemu się nie zastrzelę, powieszę czy coś? Bo nie mam odwagi. Jeśli się wykrwawię, zrobię to z bólem i mama będzie wiedziała, że tak bardzo tego chciałam. Jakbym się zastrzeliła, ból trwałby może sekundę. Mogłaby pomyśleć, że zrobiłam to bo... bo nie wiem co. Wolę się wykrwawić. Czemu tak bardzo tego pragnę? Może dlatego, że on miał to samo pragnienie. On. Dominik. Też chciał się zabić, dlatego że miał depresję. Nie obchodziło go nic poza nim samym. Obsesja na punkcie samego siebie. On miał inaczej. On wolał się powiesić. W nocy dostałam sms'a. 'Nie długo mnie już tu nie będzie. Dominik' Pobiegłam jak najszybciej w to miejsce, gdzie mówił, że zrobi to. Ale nie mówił, że tak szybko. Nie zdążyłam. Na miejscu widziałam tylko same ciało. Czułam się oszukana, że nawet się nie pożegnał. Teraz go rozumiem. Nie powiedział mi, żebym się o niego nie martwiła i nikomu nie powiedziała. Wtedy byłam inna. Miałam 12 lat, a on 14. Był w tym wieku co ja teraz. Jak się poznaliśmy? Czysty przypadek. Jego siostra chodziła z Oliverem. A my byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Teraz rozumiesz... chcę umrzeć. Nie przez świat. Chcę umrzeć dla niego.
 

 
Zaczęliśmy pisać. Nasze rozmowy ciągle były inne. Pisanie, gadanie na video... różnie. Zależnie od jej humoru. Mogłem się dostosować. Dla niej wszystko. Byłem w stanie oddać za nią życie, a przecież tak na prawdę jej nie znałem. Dziwne? Racja. Kochanie osoby której nie ma w naszym życiu. To tak jakby pokochać powietrze. Jest bo jest, ale go nie czujemy.
Dziewczyny są takie... rozkochają Cię w sobie i odejdą. Ale Ariana była inna. Ona potrafiła zmienić zwykły dzień w coś na prawdę wspaniałego. Ona sama była wspaniała. Tak. Zakochałem się. W kompletnie obcej mi osobie. Postanowiłem jej to powiedzieć. Ale jak? Na video..? Napisać wiadomość? Jakie to pozerskie. 'Cześć Ariana, kocham Cię'- miałem jej to tak po prostu napisać? W życiu. Postanowiłem się z nią umówić.
Siedzę w kawiarni. Nagle do środka wchodzi piękna dziewczyna o ciemnych włosach. Niemożliwe. Tak, to ona. Nie chciałem owijać w bawełnę, więc od razu powiedziałem jej to, co chciałem.
-Ariana...bo wiesz... od dłuższego czasu zastanawiałem się jak to Tobie powiedzieć... Strasznie Cię kocham... Chcesz ze mną chodzić...?
-Mateusz, jesteś serio fajnym chłopakiem, ale ja już mam kogoś. Przykro mi. - W tym momencie wyszła. Moje życie się zawaliło. Poczułem się jakby ktoś zabrał mi w tym momencie powietrze.Zabrał coś, co trzyma mnie przy życiu. Poszedłem do domu. Łyknąłem tabletki, popiłem alkoholem i zasnąłem. Zasnąłem już na zawsze....
Na nieszczęście znaleźli mnie rodzice. Błagałem, żeby mnie zostawili. Żeby dali mi umrzeć. Zawieźli mnie do szpitala. Czekałem , aż ktoś przyjdzie. Leżę na zimnym łóżku szpitalnym wokół czterech ścian. Myślę tylko o tym, jak umrzeć. Dziwne? Być może. A może nie. Dla mnie życie już nie ma sensu. Łykanie tabletek nie daje satysfakcji, że umrzesz. Więc po co miałbym to robić drugi raz..? Bez sensu. Strata kolejnych tabletek za kasę rodziców. Co ja gadam... ich kasy nigdy mi nie szkoda. Nigdy w życiu o mnie nie dbali tylko teraz. Teraz, gdy umieram. Nagle sobie o mnie przypomnieli, mówią jak bardzo mnie kochają i nie chcą, żebym odszedł. Gówno warta ściema. Przecież wiem, że nie chcieli mnie od samego początku. A co z Arianą? Szczerze? Mam jej dość. Jakbym ją teraz zobaczył pewnie byłbym w stanie jej coś złamać. Po co? Dlaczego? Przecież tak bardzo ją kocham. Kochałem* Teraz czuję nienawiść. Nie chciałem żeby przychodziła mnie odwiedzić. Przyszła. Rozmawia z moim tatą.
-Ile mu zostało?
-Trzy dni-rzekł-Cóż to jest?
-Trzy dni-powtórzyła.Uśmiechnęła się.-Mój Boże, trzy dni.Wyobrażenia Pan nie ma, ile się może pozmieniać przez te trzy dni.To strasznie długo.
-Cóż to jest te trzy dni wobec całego życia?
-Wiele.Czasem wszystko można stracić przez trzy dni.
Nie wiem co mam myśleć. Ariana nawet nie miała odwagi przyjść i ze mną porozmawiać, a to przez nią jeszcze tu jestem. Jeszcze jestem, bo nie chciałem być. Dzięki rodzicom żyje. Nie mogli kolejny raz mieć mnie gdzieś. Nie. Musieli mnie na siłę uratować. Pewnie teraz będą mi załatwiać jakiś lekarzy, żebym nie chciał się zabić. I myślą, że to mi pomoże? Zabawne. Ja dalej chce umrzeć. Nic tego nie zmieni. To nie tylko przez Arianę, ale przez to, czego się boję. Boję się ludzi, budynków, przedmiotów. Ale szczególnie ludzi. Tego co mówią, myślą, robią.... obojętnie. Tego że są koło mnie. Że są wszędzie. Nienawidzę ich za to. Dlaczego? Przecież ich nawet nie znam... No właśnie. Nie znam i nie poznam bo szybciej umrę. Pewnie nic nie rozumiecie. Wróćmy do dnia, gdy się urodziłem. Zrobili ze mnie najsłodsze dziecko pod słońcem, miałem wszystkie zabawki, jakie tylko chciałem. Większość mogła o tych rzeczach marzyć. A ja? Ciągle było mi mało. Rodzice mnie wychowali na egoistę, który jak czegoś nie dostanie, ma niechęć do całego świata. A teraz przenieśmy się do dnia... gdy Julia umarła.
Jest w szpitalu tak jak ja teraz. Ma drgawki. Nic nie może jej uspokoić. Umiera w tak koszmarny sposób. A ja? Stoję bezczynnie koło niej i nie mogę jej w żaden sposób pomóc. A dziewczyna, którą kocham jak siostrę umiera koło mnie. Nic nie mogło uspokoić tych drgawek. Umierała z każdą minutą. Jak tykanie zegara. Czekała na przepustkę by umrzeć. I gdy chciałem się z nią ostatecznie pożegnać za życia... umarła. Oczy mi zeszkliło. Leżała bez ruchu. Usłyszałem tylko jak lekarz szepcze jej mamie do ucha 'Przykro mi, nic nie mogliśmy zrobić..' i wyszedł. Nie zdawał sobie sprawy, że to ją zabolało jeszcze bardziej. Ja siedziałem koło niej jeszcze co najmniej 2 godziny. Nie byłem w stanie uwierzyć, że osoba z którą się wychowywałem, z którą chodziłem w dzieciństwie do piaskownicy od kilku minut nie żyje. Czy płakałem? Nie. Bardziej czułem strach, co zrobię bez niej. Dlatego tak bardzo chcę umrzeć. Po prostu chcę do niej wrócić.
 

 

Aaaa, przepraszam, że nic nie dodawałam. Zaraz się poprawiam!
 

 

Moje życie? Stało się inne, przez to, że chciałam raz spróbować. Poza tym że mieszkam tylko z mamą. Gdyby ona się dowiedziała, że biorę, wywaliłaby mnie z domu. Nigdy nie byłam ani nie będę córeczką mamusi. Tą grzeczną. Tą co się dobrze uczy. Byłam totalnym przeciwieństwem. Od kiedy taty nie ma, ona nie potrafi ze mną normalnie rozmawiać. Nasza rozmowa albo się w ogóle nie odbywa, albo kończy się na kłótni. Tak jest zawsze. Często dzwonie do Olivera... on w moim wieku miał te same problemy. Oliver to mój starszy brat. Czemu z nami nie mieszka? Szczerze? Sama bym się wyprowadziła, jakbym miała gdzie i za co żyć.
Pewnie się teraz zastanawiasz, jak to jest stracić rodzica...Wiesz jak jest mi głupio? To było tak moi rodzice się poznali wzięli ślub i na świat przyszedł mój brat byli szczęśliwi, kochali się potem na świat przyszłam ja i wszystko się zaczęło mój tata zaczął pić mama nad tym nie panowała wściekał się robił awantury o byle co czasem dochodziło do szarpaniny po między nimi nie oszczędzał nikogo oprócz mnie.. Tylko do mnie miał słabość nigdy mnie nie zbił wręcz przeciwnie na nich się wkurzał, a do mnie podchodził i rozmawiał mówił mi jak bardzo mnie kocha nazywał swoją 'żabką'. Przychodził taki spity do domu kłócił się z mamą o wszystko i tak praktycznie co noc. Nie miałam koleżanek nie chodziłam jeszcze wtedy do szkoły jedynie gdzie mogłam wyjść to do sklepu obok domu albo do piaskownicy. Mama proponowała mu żeby poszedł do jakiegoś specjalnego lekarza, ale to jeszcze bardziej pogarszało sprawę. Któregoś dnia tak się pokłócili, że postanowiliśmy we trójkę (ja, moja mama, brat) wyjechać do babci. Chciała wziąć rozwód, ale on przed tym uciekał w końcu znalazł sobie drugą kobietę ona zaszła w ciążę urodziła mu dziecko. Często do nas dzwonił wypytywał się i w ogóle kontakty powoli stawały się coraz mniejsze nie widywaliśmy się. Po połowie roku nie obecności, zadzwonił do mojej mamy i spytał dlaczego nie zaprosiła go na moją komunię śmiać mi się chciało bo miałam jeszcze rok do komunii. Po roku jak już nadszedł czas szłam do komunii wszystko było ok rozmawialiśmy dużo bawiliśmy się do czasu kiedy musiał wracać do Warszawy, pojechał... Od tamtego czasu go nie widziałam na oczy tylko na pogrzebie gdzie było przegnanie ciała. Miałam do niego ogromny żal za to, że zostawił moją mamę i nas. Wyzywałam go za to, ale teraz przepraszam i żałuję za to wszystko myślę, że by to zrozumiał nie było go wtedy kiedy go potrzebowałam. Wychowała mnie mama tylko przez kilka lat on razem z mamą. Myślałam, że będę twarda nie popłacze się na jego pogrzebie było inaczej kiedy tylko go zobaczyłam wybuchłam ogromnym płaczem łzy same napływały mi do oczu. Trudno jest wymazać takie coś z pamięci teraz jest chora jeszcze moja mama jak zabraknie jej to nie będę mieć nikogo, a więc jeżeli masz rodzica to go szanuj. Przyznaję nie jestem święta bo też zdarza mi się posprzeczać z mamą mimo to zawsze ją kocham jego tak samo. Nie jest fajnie stracić rodzica.
 

 

Od kiedy jego zabrakło czuję silną potrzebę odnalezienia przyjaciela.
Musi być on również mężczyzną.Potrzebuję natychmiastowego zapomnienia.Przyjaciel.Troskliwy,słuchający przyjaciel.Nie potrzeba mi wiele,niech po prostu będzie.Może być obok mnie,może być ode mnie bardzo oddalony.Jedyne co jest ważne to to,żeby był.Duża odległość kilometrów byłaby atutem.Budowalibyśmy swoje dobre cechy słowami oraz tekstami.Niech po prostu będzie.Mogłabym mu wysyłać rękopisy moich ulubionych tekstów.Mogłabym wysyłać kartki wyrwane z pamiętnika.Niech po prostu będzie.
 

 

Pokonać samotne serce.
Pokonać ból istnienia.
 

 

Zaczęły się te wszystkie problemy. To znaczy nie... nasiliły się. Nie dawałam sobie z tym wszystkim rady. A przyjaciele? Przyjaciele...? Odwrócili się ode mnie, gdy tylko powiedziałam, że wzięłam RAZ. Każdy chyba popełnił kiedyś błąd, ale oni zostawili mnie na zawsze. Myślą, że odejdą i o nich zapomnę? To w sumie zabawne. Taka dziecięca naiwność w zapomnienie. Jestem pesymistką. Życie to nie bajka, której ominiesz moment jak Ci się nie spodoba. Nie. Tu trzeba trwać, nawet jak jest ciężko. 14-latka nie potrafi kochać...? Jasne. A co ja teraz czuję? Przysięgam, że nigdy w życiu, ale to nigdy, do końca idiotycznego świata, przez wszystkie starości i młodości, przez wszystkie śmierci i narodziny, przez wszystkie gówno warte inicjacje i zakończenia, przysięgam na Jezusa, Boga, na wszystkie momenty mojego życia nie zrozumiem ludzi. Nie zrozumiem, jak oni mogą przywiązać się do niego na max. 2 miesiące a potem zostawić jak gdyby nigdy nic i odejść. Odejść w krainę zapomnienia, bo przecież dla tej osoby już nas nie ma.
I oto trzeba będzie
Dumnym krokiem
Iść bez twarzy
W kolejny dzień
 

 

Budzę się rano. Spoglądam w lustro. Widzę siebie. Przeciętną dziewczynę z włosami do ramion. Bez makijażu. W starym dresie. Do tego mam ubrany starą koszulkę brudną od farby. ''Dziewczyna pożądania'' Tak, za dnia. Teraz jestem inna. Nagle dzwoni telefon. Sms. Nieznany numer:' Cześć, o 15 przy fontannie? ; )'. Ubrałam się, wzięłam łyk herbaty i wyszłam. Słuchawki w uszach. Jedna z tych wyluzowanych którym nic nigdy nie robi. A w głębi duszy? Najbardziej przestraszona. Bo czyj to mógł być numer. Właśnie dochodzę do fontanny. Nikogo tam nie ma. Czułam smutek, sama nie wiem dlaczego. Siedzę tam godzinę. Ręce mi zamarzały.Słyszę kroki. Tak, to on. To Daniel. Nie... to nie możliwe. Na pewno nie do mnie. Podszedł do mnie, dał mi swoje rękawiczki i odszedł. Znów usiadłam. Zleciała pierwsza łza. Szczęścia? Przeciwnie. Zostawił mnie. Zamknęłam oczy i odpłynęłam. Znów słyszę kroki.Po chwili otwieram oczy. Nikogo nie ma w pobliżu. Widzę tylko bukiet kwiatów, a w nim karteczka:'Dla najpiękniejszej. Daniel'

Ola skarbie, kocham Cię <3
 

 

Ludzie tną się. Żyletka, nóż, nieważne, ważne że coś ostrego. Celowo tworzą rany na swoim ciele kilkoma cięciami. Zazwyczaj stosują wystarczająco dużo siły, aby przebić się przez skórę do krwi. Nie zdają sobie sprawy do czego prowadzi podjęcie takich działań - uzależnienie. Brak wystarczająco dużej siły psychicznej by poradzić sobie z problemami naszego świata. Tną się. Robię to z taką siłą, by przebić skórę. Ale po co? Dla poczucia satysfakcji? Żeby cały problem załatwić bólem..? Wykrwawić się na śmierć, bo przecież gorzej już być nie może. Z każdej sytuacji jest wyjście. Ale nie zawsze przychodzi samo. Trzeba go szukać. Nie poddawać się.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
 

 

nikt nie ma pojęcia z jakim obrzydzeniem patrze codziennie w lustro,
nikt nie ma pojęcia jak nienawidzę swojego ciała,
i nikt nie wie jak nienawidzę wszystkiego co we mnie.
nikt nic nie wie.